28 września 2016

Atrakcja pierwszej rotacji - Kanada


Siedzę na lotnisku i czekam na samolot. Już za kilka godzin będę w domu – założę wygodne ciuchy, zmyję makijaż, rzucę się na kanapę, a Francuzik pewnie otworzy butelkę alzackiego wina. W głębi serca czuję, że zdecydowanie zasługuję na to wolne. Dałam z siebie w końcu wszystko, do tego stopnia, że aż mnie jakiś wirus dorwał

Kilka dni temu trafił nam się lot do Kanady. Na pokładzie siedziałam jak na szpilkach. Nigdy wcześniej tam nie byłam, a gdzieś głęboko w duchu zawsze mi się marzyło zobaczyć kanadyjską przyrodę i poczuć ten klimat. Na locie do Quebec nie mieliśmy żadnych pasażerów, więc cały samolot był dla mnie Mogłam się przez chwilę poczuć jak jakaś bilionerka, śmigająca na kanadyjską wyprawę, a co!



Lądujemy


W samym Quebec miałam wystarczająco dużo czasu, żeby pochodzić po mieście i zaliczyć najważniejsze atrakcje, ale niestety nie miałam za dużo szczęścia do samej ekipy, która ze mną była Kiedy jeden z pilotów jest super wyluzowany i gotowy na wszystko, a drugi nie chce być sam, więc się podpina, ale dyktuje swoje warunki – nic dobrego z tego wyjść nie może. W nowej firmie niestety moja załoga ogranicza się do dwóch pilotów, którzy przeważnie myślą, że trzeba się mną zająć. Guzik.
Ostatecznie gdybym nie postawiła na swoim, zapewne widziałabym tylko kawał bizona na talerzu, który kolo sobie zamówił.

La Buche, restauracja z lokalnymi specjałami - palce lizać!


Zaczęliśmy od wejścia na wzgórze, na którym znajdowała się cytadela. Liczyłam w duchu na zapierający dech w piersiach widok, ale nic z tego. Teraz nie dość, że musiałam walczyć z własnym rozczarowaniem, to dodatkowo przyszło mi wziąć na klatę ataki niezadowolonego kompana. Grrrrr... dlatego właśnie wolę się pobujać sama w nowych miejscach. Taki typ człowieka, jak mój towarzysz, ma zwykle wygórowane oczekiwania, a swoje niezadowolenie musi konkretnie wszystkim oznajmić. To tak samo jak Francuzik na samym początku wygarniał mi, że się zgubiliśmy. Dopiero po czasie załapał, że ja się nigdy nie gubię – ja eksploruję Nigdy nie byłam w Quebec, więc skąd miałam wiedzieć, że widok ze wzgórza cytadeli jest mega marny?!

Nie poddając się, poprowadziłam chłopaków ukrytym w zaroślach przejściem, dookoła wzgórza, w kierunku starego miasta. Po jakiś dziesięciu minutach spaceru, kiedy już usłyszałam wszystkie możliwe tragiczne wersje tego, jak nasz spacer się zakończy, wyszliśmy na deptak prowadzący do Château Frontenac. To przypominający zamek, hotel, który ma 600 pokoi na 18 piętrach i jest najbardziej fotografowanym hotelem na świecie. W końcu widok zapierający dech w piersiach! Miejsce przypominało Disneyland dla dorosłych.



Mniej zadowolona część kokpitu, zwróciła mi honor i nagle zostałam okrzyknięta najlepszym przewodnikiem na świecie. Faceci... 
Złoty medal zdobyłam już w ogóle, kiedy chłopaki próbowali dojść do wybranej restauracji. Mężczyźni, którzy nie potrafią korzystać z nawigacji – tego jeszcze nigdy w życiu nie widziałam  


Widok na rzekę St Lawrence


Pod parlamentem


Chateau Frontenac


Ostatecznie postanowiłam się poddać i odpuścić mój upór w zwiedzaniu, bo czasem warto jest się zatrzymać i otworzyć na drugą osobę. Fajnie jednak było poznać dwóch, tak różnych od siebie ludzi i na chwilę stać się częścią ich życia. Co nie zmienia faktu, że będę musiała tu wrócić w towarzystwie ludzi bardziej żądnych przygód !!!  


21 września 2016

Pierwsze wrażenia w nowej firmie


Nie wiem, co wyjdzie z tego posta, bo czuję, że mój zegar biologiczny jest konkretnie nadwyrężony i zebranie myśli wymaga sporego wysiłku, ale dochodzą do mnie pytania od Was jak się czuję w nowej firmie, więc podzielę się kilkoma nowinkami...

Zdecydowanie coś innego i zdecydowanie dużo lepiej, niż sobie wyobrażałam. Praca na małym samolocie, to bajka! Nie zrozumcie źle – też jest czasem zapiernicz, ale przynajmniej sama sobie z nim mogę radzić na swój sposób Efekty pracy zależą już tylko i wyłącznie od mojego wysiłku, no może ewentualnie jeszcze jednej osoby, bo maksymalnie jest nas na pokładzie dwie/dwóch, chociaż dość często latam sama.

Ekipa w kokpicie...
Jest niezastąpiona! Średnio dwadzieścia razy na lot słyszę pytanie „W czym ci pomóc?” A wiek moich pilotów zachęca mnie jeszcze bardziej do skończenia licencji (przynajmniej tej podstawowej! )

Chłopaki zawołali mnie do kokpitu, kiedy mijali samolot Delty - zastanawialiśmy się, czy pasażerowie na ich pokładzie cykali foty nam, tak jak my im



Destynacje...
Chyba tylko na Antarktydę nie latamy, choć nie zdziwiłabym się, jakby kiedyś i tam trafił się lot. Za mną jak na razie znane już miejscówki, ale mam nadzieję, że trafią się niebawem i te z mojej listy, krzyczące „Wpadnij do nas!”





Loty...
Dość częste i bywa, że mamy tylko minimum odpoczynku między nimi, ale co tam, przynajmniej szybciej rotacja mija Ostatnio utknęłam w Paryżu na tydzień bez załogi i samolotu, co podobno często się nie zdarza. Jak widać szansa na dłuższy odpoczynek też czasem jest


Gdzieś nad Kanadą


Pasażerowie...
Powiem tylko tyle, że wszystkich tych, których do tej pory woziłam, wyglądają zdecydowanie lepiej w rzeczywistości !!! A wczorajsze buziaki na pożegnanie od jednej z największych osobistości światowej sceny muzycznej, dało mi więcej motywacji do pracy

Na środku Atlantyku


Samolot...
Zakochałam się. Prawdziwe maleństwo, a jaka klasa! Pamiętam, jak znajomi z branży śmiali się, kiedy mówiłam, że latam na „małym Airbusie” - to było najmniejsze z czym miałam do czynienia Ciągle się przyzwyczajam do małej przestrzeni i opanowuję manewry, które pozwolą mi w sprawniejszym wykonywaniu pracy


Latamy na podobnym (Źródło: Internet)


Niebawem napiszę więcej o naszej flocie (Źródło: Internet)



No więc jak jest? 
Fajnie... hahahahahahahahaha!

Musiały mi się priorytety w życiu pozmieniać, bo z jakiegoś powodu jestem ostatnio myślalmi częściej w domu, niż w pracy  


04 września 2016

Kilka sposobów na naukę języka obcego

Ostatnimi czasy widzę duże parcie na naukę języka obcego w moim otoczeniu... mama ogarnia angielski, Francuzik polski, jego rodzice angielski, ja francuski, no i Wasze maile z pytaniami o sposoby nauki nowego języka

Czytałam niedawno ciekawy artykuł o tym, iż mitem jest, że dzieci są lepsze od dorosłych w nauce języka obcego. Faktem jest, że nie tyle są lepsze, ile mają inne podejście. Dzieciaki wchłaniają wszystko jak gąbka, a panujące zasady i logika nie stoją im na drodze do przyswajania wiedzy. Poza tym, w odróżnieniu od dorosłych, nie mają one ograniczeń w praktyce, zatem robienie błędów zdecydowanie nie figuruje na liście ich zmartwień. Może się więc wydawać, że nauka jest dla nich łatwiejsza, choć w rzeczywistości to dorosły umysł, dzięki swojemu doświadczeniu i wiedzy, osiąga lepsze efekty w początkowym stadium.

Jeśli kiedykolwiek chcieliście zmotywować starszych członków swojej rodziny do nauki języka obcego (przynajmniej angielskiego w końcu tym językiem posługuje się dziś większość populacji świata), pewnie słyszeliście teksty typu „Jestem za stary, już nic nie pomoże”, „Nie dam rady, jestem za stara!”. Według badań naukowych, nasz mózg się zmienia i buduje nowe łącza neuronowe w każdym wieku! Zatem nauka w późniejszych latach nie jest niemożliwa, tylko inna. Wystarczy wziąć pod uwagę kilka warunków:

  • być cierpliwym,
  • przyswajać nową wiedzę krok po kroku,
  • podczas uczenia się, wykorzystać dotychczasowe doświadczenie i wiedzę, które z pewnością wspomogą cały proces,
    W końcu nie jednej rzeczy już w życiu nauczyliśmy się, więc dlaczego z nowym językiem obcym miałoby być trudniej?
  • znaleźć swój własny styl uczenia się,

    Według Neila Fleminga, twórcy modelu VARK (Visually, Aurally, Reading/writing, Kinestethically), dla każdego z nas istnieje najbardziej odpowiedni styl. Mimo, iż przyswajając wiedzę, używamy wszystkich zmysłów, w wielu przypadkach któryś z nich jest z natury silniejszy. Świadomość naszego stylu w dużej mierze wpływa na efektywność nauki.



                                Tutaj znajdziecie VARK test (w języku angielskim)


Ale wracając do języków obcych. Jak podejść do nauki i z czego korzystać?
Wszystko zależy od tego jaki mamy cel, ile motywacji, jaki styl życia prowadzimy, więc tym samym ile czasu możemy przeznaczyć na naukę. Oczywiście im bardziej się zaangażujemy, tym szybciej zobaczymy efekty, które z kolei dodają nam wystarczająco dużo pewności siebie i motywacji, aby kontynuować. Z tego wynika, że po prostu trzeba zacząć! Co z kolei, jeśli nie posiadamy odpowiedniego narzędzia, które przynosi nam satysfakcję z nauki?? Sposobów jest bardzo wiele, a każdy styl z modelu VARK na bank znajdzie swoją metodę



Kilka z nich:
  • kursy językowe online, np. Rosetta Stone, Rocket Languages, zanim jednak zdecydujecie który, poszukajcie więcej informacji o poszczególnych produktach. Czasem można zapłacić dużo taniej za program podobny do dostępnych na rynku „de beściaków”,
  • podcasty, to coś w stylu audycji radiowej, ale z tą różnicą, że można je zgrać na swoje urządzenie i odsłuchiwać w dowolnym czasie i miejscu, przy okazji wykonując inne czynności ,

    Podcast na iPhonie


  • aplikacja Duolingo, może trochę podstawowa i skupia się głównie na słownictwie, ale jest dość łatwa i przyjemna w obsłudze, dziesięć minut dziennie na odświeżenie słówek – idealnie, 

    Aplikacja Duolingo

     
  • filmy z napisami lub też bez (dla bardziej zaawansowanych ),
  • gazety, czasopisma, książki,

    Zaatakowałam ostatnio biblioteczkę na miejskim basenie, mój poziom to ciągle naciągany podstawowy, ale jak narazie T'choupi daje mi motywację


  • kontakt z native speakerem, czy to w szkole językowej, czy poprzez wyjazd za granicę. Przyswajanie języka jest dużo łatwiejsze, kiedy wspiera nas i zwraca uwagę na błędy ktoś, dla kogo dany język jest ojczystym.



A dla tych, co pragną podszkolić swój angielski pod kątem przyszłej (lub obecnej) pracy w chmurach, rynek oferuje kilka pozycji książkowych...













Znajomość języka obcego to nie tylko więcej swobody podczas podróży, czy zrozumienie obcojęzycznych filmów, to również ćwiczenie umysłu, które z pewnością w przyszłości zaowocuje

Zatem miłej nauki!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...