23 października 2016

Pod kalifornijskim słońcem

Po dotarciu do Los Angeles mieliśmy następnie lecieć do San Francisco, skąd kolejnego dnia, bardzo wcześnie rano, wzywało nas Detroit. Przez cały lot z Europy zastanawiałam się, jak to zrobić, żeby w przeciągu kilku godzin odpocząć, a jednocześnie przygotować się na wczesny lot i skoczyć pod Golden Gate Bridge, bo niestety do tej pory nie miałam okazji odwiedzenia San Francisco. Jednocześnie czułam, że powinnam odpuścić zwiedzanie, bo to również marzenie Francuzika i fajnie byłoby zaliczyć to miejsce razem, czyż nie? Walka myśli i uczuć przez jedenaście godzin... Wylądowaliśmy i okazało się, że plany na kolejny dzień zostały odwołane  

Genialnie! Odkąd zaczęłam latać w tej firmie w końcu mam więcej czasu w Los Angeles! Koniecznie musiałam odwiedzić dobrą znajomą (szczęściara! mieszka w takim miejscu!) i wrócić w stare zakątki Santa Monica


Najbardziej znana panorama w Santa Monica. Poniżej droga stanowa Califronia State Route 1, biegnąca wzdłuż wybrzeża Pacyfiku aż do samego San Francisco


W Santa Monica kończy się także słynna Route 66, jedna z pierwszych autostrad w USA


Dotarłyśmy również do Venice Beach, mieściny nad wybrzeżem, która słynie nie tylko z artystów, sprzedających swoje liczne i unikatowe dzieła na promenadzie, ale i pobliskich kanałów wodnych, utworzonych na początku XX wieku:






Widok na Venice Beach z dachu miejscowego baru:



Tak wygląda mój raj - palma, piasek i góry 



Pobuszowałyśmy też trochę po Beverly Hills i West Hollywood, słynącym między innymi z ogromnej parady podczas Halloween - przygotowania już trwają   


Przypadkowo trafiłam na galerię mojego ulubionego fotografa! Polecam gorąco tym, którzy się interesują fotografią krajobrazu


Widok na wzgórza Hollywood z kolejnego baru  


Sunset Boulevard z Carney's - restauracja w wagonie pociągu, sprzedająca prawdziwie amerykańskie burgery i hot dogi (jedno z miejsc, które trzeba odwiedzić w Los Angeles!)



Dodatkowo miły taksówkarz pokazał mi po drodze hotel, w którym umarła Whitney Houston, a w Venice Beach podskoczyłam do restauracji, w której po raz pierwszy zaczęłam rozmawiać z Francuzikiem, na wspólnej kolacji z załogą... ahhhh, wróciły wspomnienia z naszego TRIPA PEŁNEGO EMOCJI


Baterie naładowane, jestem gotowa na dalszą część rotacji





10 października 2016

Weekend w Luksemburgu


Osiem lat temu byłam na wyprawie BeNeLux, gdzie Lux(-emburga) właściwie zabrakło  Kilka dni temu przyszła w końcu pora na ten malutki kraj, który jednocześnie stał się moim 60-tym.

Taki spontaniczny weekend, gdzieś w nieznane, bardzo nam był potrzebny – szybkie spakowanie małych walizek, rezerwacja hotelu i kilka godzin w trasie do naszego celu. Na miejscu już nic się nie liczyło, tylko nasza obecność dla siebie nawzajem. Oboje zaangażowaliśmy się ostatnio w zbyt wiele projektów i takie dwa dni totalnego odcięcia od obowiązków, doładowało nam baterie.

Francuzik widzi w Luksemburgu niesamowite możliwości mechaniki samolotowej, a ponadto to miejsce wielu jego wspomnień (zatrzymaliśmy się w hotelu na ścieżce lądowania samolotów Cargolux 747 - też uważam, że nam puka ), a dla mnie to jedno z lepszych miejsc w Europie na bliskie spotkanie z naturą.

Zaczęliśmy od wioski Schengen, gdzie w czerwcu 1985 roku, na statku w miejscowym porcie, podpisano traktat o zniesieniu kontroli na granicach państw, należących do strefy Schengen. Muzeum Europejskie, zawierające liczne wystawy, związane z historią i znaczeniem wydarzenia, było niestety w tym czasie zamknięte. Szkoda, bo chcieliśmy podreperować naszą wiedzę.




Port na rzece Moselle, gdzie podpisano traktat



Stolica Luksemburga, to miasto o tej samej nazwie i jednocześnie najbardziej zaludniony obszar kraju. Tutaj mieliśmy okazję zobaczyć, między innymi, pozostałości twierdzy i starego miasta, które znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a wieczorem spróbować świetnej kuchni luksemburskiej w dzielnicy Grund, słynącej z nocnego życia.


Widok na miasto Luksemburg, w oddali po prawej stronie - biznesowa dzielnica Kirchberg


Narodowe motto "Chcemy pozostać, kim jesteśmy", odnosi się do ambicji Luksemburga w utrzymaniu niepodległości od krajów sąsiednich


Pomnik wielkiej księżnej Luksemburga - Charlotte



Pozostałości fortyfikacji



Widok na stare miasto z dzielnicy Grund



Pałac Wielkich Książąt z XVI wieku


Następnego dnia wybraliśmy się bardziej na północ kraju do niewielkiej wioski Vianden, którą zamieszkuje mniej niż 2000 ludzi. Miejsce to słynie z przepięknego XIV-wiecznego zamku. Z pewnością był to jeden z ciekawszych, które w życiu widziałam.





  
I ta przyroda...
 

Moje klimaty




Luksemburg, ze swoją bogatą przyrodą i historią, przyjazną atmosferą i wspaniałą kuchnią (ale tak naprawdę konkretną) okazał się idealnym wyborem na relaksujący weekend. Z pewnością wróciłabym tam na kemping




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...