W pogoni za niebieskim likierem - Curaçao

grudnia 03, 2016


„Nawet jak będzie padać, to mnie to nie ruszy, bo przynajmniej będę zmuszona się uczyć i odsypiać” - tak myślałam przed wyjazdem. Guzik z pętelką! Po dwóch dniach traciliśmy cierpliwość 😡 Ulewy na Karaibach są dość krótkie, ale częste i konkretne! Dobrze, że przynajmniej mimo deszczu, temperatura nie spadała poniżej 30 stopni (więc dalej można było pływać w morzu 😀). Jako cel wakacji wybraliśmy Curaçao, należące do Małych Antyli, położone jakieś 60km na północ od Wenezueli, znane również jako jedna z wysp ABC (Aruba, Curaçao, Bonaire). Mimo, iż jest to terytorium zależne Holandii, w żaden sposób nie oddaje klimatu państwa. Może jedynie poza słynnym deptakiem w stolicy – Willemstad, na którym znajduje się kilka, charakterystycznych dla holenderskiej architektury, budynków.

Dla odmiany chcieliśmy spędzić wakacje w miejscu, gdzie jest mało do zrobienia i zobaczenia, bo LENISTWO 💤 było naszym głównym celem. Karaiby są zawsze dobrym rozwiązaniem! Dodatkowo w listopadzie kończył się sezon huraganów, a Curaçao, jako jedna z nielicznych wysp karaibskich, leży poza tą strefą, więc mieliśmy ciągle duże szanse na dobrą pogodę. No niestety... pozostała mi nauka i testowanie lokalnych trunków (to stąd pochodzi ten niebieski likier dodawany do drinków, jak np. w niebieskim kamikadze 😉).

Po drugim deszczowym dniu od momentu przyjazdu, przygotowaliśmy się na akcję RAK – jak tylko wyjdzie słońce, kładziemy się na plaży i   N I E C H   N A S   S M A Ż Y !!! 🔥 Nieważne czy będziemy spaleni, czy nie (w tym klimacie o poparzenia słoneczne nie jest trudno!), ważne, że nabierzemy koloru 😛 Kilka dni później osiągnęliśmy swój cel, a dodatkowo udało nam się zdobyć najwyższy szczyt wyspy – Christoffel. Mimo, iż wznosi się tylko na wysokość 372m, wspinaczka jest konkretnym wysiłkiem przy prawie 80% wilgotności powietrza. Ze szczytu uderzyliśmy prosto do morza – snorkeling na Curaçao jest bajeczny! Podejrzewam, że przy lepszej pogodzie, to już w ogole jest odlot 😍

W deszczowe dni (czyli większość czasu 🙊) chodziliśmy po miejscowych jaskiniach i muzeach. Muzeum Kura Hulanda w Otrabandzie jest podobno jednym z najlepszych na Karaibach, dotyczących niewolnictwa. Czytając o podbojach i zwożeniu tutaj mieszkańców Afryki do pracy na lokalnych plantacjach i jednocześnie stojąc na tej ziemi, jeszcze bardziej się przeżywa historię (niebieski drinek poprawił mi później humor!).

Czy polecam Curaçao? Na pewno nie między porą deszczową a sezonem turystycznym, chyba, że macie do ogarnięcia zaległe spanie 😜 A tak na poważnie, wiadomo, że Karaiby mają duży zysk z turystyki, więc jeśli jesteście zwolennikami nieskażonej natury, uderzajcie w inną stronę świata😉

Stolica Willemstad

W destylarnii likieru Curacao

Lokalne plaże o dziwo wcale nie sa takie bajeczne, musieliśmy objechać całą wyspę w poszukiwaniu tych najciekawszych

Flamingi występują tutaj dość powszechnie

Widok na szczyt Christoffel






Niewolnictwo na wyspie zniesiono w 1863 roku

Karaiby słyną z przepięknych zachodów słońca, czyż nie?

Jedna z najbardziej zarąbistych akcji na wyspie - snorkeling






Nasza oaza spokoju (jak nie padało!)

Przeczytaj również

2 komentarze

  1. Pięknie! Zazdroszczę wakacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze było choc troche odpoczac, choc to ciagle jeszcze nie ten poziom regeneracji sil :D Moze polecasz lepsze miejsca na totalny relaks? :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Archiwum

Obserwuj bloga