06 lipca 2017

Jak powstaje ekskluzywny samolot BBJ

Ci z Was, którzy śledzą moje posty, pamiętają zapewne, jak zachwycałam się Boeingiem, którego przywracali do życia w hangarze u Francuzika. Potem mieliśmy również okazję oglądać go, już wystrojonego, na lotniczych targach genewskich, o których wzmianka tutaj.


W poniższym filmiku zobaczycie, jak wygląda praca nad takim samolotem...


... imponujące, co nie? 😍








02 lipca 2017

Pustynia solna w Uyuni

Ilu z Was marzy o tym, żeby choć na chwilę zatrzymał się czas? 😩

Tak, ja też należę do tych ludzi, których życie gna bez opamiętania! Sama zaczęłam się zastanawiać jakiś czas temu, co jest tego przyczyną? Może moje zdolności organizacyjne pogorszyły się, bo jakoś ciągle brakuje mi czasu. Już nie pamiętam, jak to jest budzić się z czystym umysłem, bez listy zadań do wykonania i kłaść się spać w spokoju, bo cele dnia zostały osiągnięte 🙈

Naszą podróż po Boliwii zakończyliśmy w Uyuni. Ciągle powtarzam, że jest to istny paradoks, bowiem w okolicy niczego nie ma, to w końcu pustynia solna, a jednak odnaleźliśmy tam wewnętrzny spokój i niezmierną radość. Przez dwa dni nie byłam myślami w żadnym innym miejscu. Czas się w końcu zatrzymał…

Zabawne jest również to, że nasze plany związane z wizytą w Uyuni były całkiem inne. Planowaliśmy tak, jak większość podróżujących, zawitać do pobliskiej wioski i na bieżąco szukać agencji, która umożliwiłaby nam kilka dni spędzonych na pustyni. Z racji, że w pierwszych dniach pobytu w Boliwii miałam wypadek i musiałam się poddać operacji, straciliśmy kilka dni w szpitalu. Dlatego też została nam jedyna opcja: znaleźć hotel przy samej pustyni i liczyć na ciekawą jednodniową ofertę.

To był strzał w dziesiątkę!


Zachód słońca, krótko po naszym przyjeździe - od razu zakochaliśmy się w miejscówce! 😍


Luna Salada istnieje od jedenastu lat, a przez ostatnie trzy dostępna dla gości jest również nowa część hotelu. Z powodu ograniczonego dostępu do konwencjonalnych materiałów budowlanych, wszystko jest wykonane z bloków solnych – tak, lizaliśmy ściany, łóżko, stoły - potwierdzone! 😜 Jedynym minusem były niskie temperatury nocą i słabe ogrzewanie hotelu (ale było!) w niektórych miejscach. Możecie sobie tylko wyobrazić ból przeszywający nogi, kiedy stoi się pod prysznicem na zimnych kafelkach i czeka na gorącą wodę.  Personel hotelowy, z kolei, opatulony we wszystko, co możliwe od grubych swetrów po pikowane kurtki, był gotowy sprostać wszystkim naszym oczekiwaniom. I to jedzenie! Najlepsze potrawy, jakie kiedykolwiek przyszło mi próbować. Ich pstrąg i serce palmowe dodawane do sałatek nie mają sobie równych. Hotel był po prostu niesamowity! 😍



Śniadanie z widokiem


Banany towarzyszą każdemu posiłkowi


Zbieram siły na hotelowym tarasie przed kolejnym intensywnym dniem 😁


Salar de Uyuni, znajdujące się na wysokości ponad 3600m n.p.m., to pustynia solna, która powstała z wyschniętego jeziora jakieś 20000 lat temu. Lud Ajmarów, zamieszkujący obszary Boliwii kieruje się z kolei legendą: góra Tunupa poślubiła Kusku, ten niestety po czasie odszedł do innej kobiety. Tunupa, karmiąc ich syna z żalu zaczęła płakać, a jej łzy zmieszane z mlekiem wypełniły pustynię





Na samej pustyni wiele się dzieje…


Dość powszechnym widokiem są kupki soli i ciężarówki, które zbierają sól do dalszej produkcji



Od kilku lat odbywa się tutaj powszechnie znany rajd Dakar


Isla Incahuasi - pozostałość po starożytnim wulkanie, to wyspa z kaktusami, które rosną centymetr na rok, a obecnie osiągają wysokość do 10-12m



Nie obyło się oczywiście bez słynnych zdjęć perspektywicznych! Frajda nie do opisania 😂



Dzień zakończyliśmy lampką wina przy zachodzie słońca. Wszystko niesamowicie zorganizowane przez naszych przewodników 💕💕



Czy wspomniałam gwieździste niebo nocą?? 😱 Droga mleczna, przecinająca czarną otchłań, zawsze robi na mnie wrażenie. Spadająca gwiazda też zaliczona 😍


Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć okazję zawitać do Boliwii – pustynia w Uyuni to konieczność, a jeden z trzech solnych hoteli w jej pobliżu, to już w ogóle wisienka na torcie, jeśli chodzi o doświadczenie 😊


POLECAM Z CAŁEGO SERCA! 💜




28 czerwca 2017

Boliwijskie linie lotnicze

Mamy taką dawkę emocji i doświadczenia każdego dnia, że naprawdę ciężko jest znaleźć chwilę na pisanie. Zanim znajdę czas na konkretnego posta z naszej wyprawy po Boliwii, szybko się dzielę doświadczeniem z dzisiejszego lotu 👍

Mimo, iż mieliśmy ogólny zarys wyprawy i wiedzieliśmy, gdzie mniej więcej będziemy każdego dnia, plany trzeba było zmienić przez niespodziewane wydarzenia. W związku z tym znaleźliśmy się dzisiaj na pokładzie boliwijskich linii lotniczych BoA – Boliviana de Aviacion pomiędzy La Paz i Sucre.






Z geografii pewnie pamiętacie, że wraz ze wzrostem wysokości, maleje gęstość powietrza, a ta z kolei ma kolosalne znaczenie w lotnictwie, bo wpływa na pracę silników i aerodynamikę samolotu. W częściach świata, gdzie lotniska znajdują się na dużej wysokości, samoloty wymagają dłuższych pasów startowych. El Alto w La Paz położone jest na wysokości ponad 4000 m n.p.m. – samolot oderwał się od ziemi po dobrej minucie rozbiegu 🙈










Teraz do tych, co już latają, a swoją coroczną licencję odnawiają w tzw. mock-up, czyli makiecie samolotu. Dzisiejsze doświadczenie było niczym lot mock-upem! 😂 Nawet pachniał starocią, jak większość samolotów, na których zdawałam egzaminy z ewakuacji w wielu centrach egzaminacyjnych na świecie 🙊



Boliwijska stewardessa



Torebkę wzięłam na pamiątkę 😂



Samolot był dość pusty, a martwiliśmy się, że będą problemy z biletami w ostatniej chwili



- Zgadnij co to? Było w toalecie – zapytałam Francuzika, pokazując mu zdjęcie
- To jest zawór odcinający wodę, w razie kiedy…
- Nie, spłuczka 😂


Aha! Zepsuł, niech naprawia! 😜


- O szit, ten samolot ma problem – z powagą na twarzy stwierdził Francuzik – widzisz ten zaciek na skrzydle?
- Czy to coś SERIO poważnego?? – próbowałam potwierdzić jego obawy, bo mina mówiła sama za siebie (nie radzę Wam latać z mechanikiem lotniczym, czasem lepiej żyć w niewiedzy! 😳)
- Będzie dobrze…


Sam lot trwał niecałą godzinę i dostaliśmy nawet po malusieńkiej kanapce z napojem. Brakowało tylko uśmiechu na twarzach cabin crew, ale tłumaczę to złym dniem – nie każdy ma ściemnianie grzeczności opanowane do perfekcji 😜, a swoją drogą, na trasie La Paz - Sucre serio mało się dzieje.




- Ja pi**cze, widzisz tam na skrzydle? Nie ma śrubki! – w połowie lotu znowu wypalił mój sfiksowany mechaniką samolotową partner
- Ej!!! No jak to??? To już chyba źle??
- No skoro jest dziura, to powinna być i śrubka…

Do samego lądowania obserwowałam skrzydło, bo szczerze, mam już po sufit niespodziewanych akcji na tym wypadzie 😩🙈😂



Wylądowaliśmy bezpiecznie. Byliśmy jedynym samolotem na lotnisku w Sucre 😊💕






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...