Blondynki w Meksyku

marca 15, 2017


O tym, że obecna rotacja jest szalona już pisałam w poprzednim poście, prawda? I nic się nie zmieniło od tego czasu! 😏

Z Bahamów dotarliśmy do Londynu. Byłam tak wykończona, że wbrew mojej osobistej zasadzie, odmówiłam nawet spotkania z przyjaciółmi. Dużym plusem tej pracy, jest częste wpadanie do miast, gdzie są znajomi i nie ma nic przyjemniejszego niż odmóżdżenie się po locie przy drinku i dobrej rozmowie. Niestety, na to też trzeba mieć siły. Zostałam zatem w hotelu, przygotowując się na kolejny lot, tym razem do Arabii Saudyjskiej. Nie wierzę! To będzie mój pierwszy lot do Rijadu po odejściu z poprzedniej firmy. Z radością wysłałam do prania moją zakurzoną abaję (którą zresztą ciągle ze sobą wożę, właśnie na takie niespodziewane loty). Moja pierwsza oficerka przebiła mnie jednak w podekscytowaniu. Dopiero niedawno zaczęła podróżować po świecie i im dziwniejsze miejsce, tym bardziej szaleje, a moje opowieści z pustyni jeszcze bardziej podsyciły jej ciekawość. Zapewne jesteśmy jedynymi osobami w firmie, które się cieszą na lot do Arabii 😂

Zonk! Zbiórka o 21... lecimy do Meksyku

Kolejny niespodziewany lot. Jak później się okazało, prywatny samolot naszych klientów miał usterkę, a firma z której początkowo chcieli skorzystać, zmienila zdanie w ostatniej chwili (wiedziałam, że jesteśmy najlepsi na rynku!!)


- Mój szef jest bardzo zawiedziony tym, co się działo przez ostatnie dni. Proszę, zadbajcie o nich - uprzedził mnie przed lotem ich własny pilot, który musiał zostać i dopilnować naprawy samolotu

No jacha!!! Mówisz i masz!! Czuję się, jakbym miała własną rodzinę na pokładzie...


Zanim jeszcze odlecieliśmy, dostałam od nich propozycję pracy z bazą w... Meksyku. Dzięki, ale na dzień dzisiejszy mam wystarczająco dużo emocji, związanych ze zmianami w życiu 😅

Zatem Meksyk! Kilka lat wcześniej byłam na superowych babskich wakacjach na Półwyspie Jukatan, ale zawsze marzył mi się taki prawdziwy Meksyk. To chyba wszystko wina Cejrowskiego 😜 Przed odpaleniem silników kolejna zmiana: po przylocie wyrzucamy pasażerów i kontynuujemy do Miami. Kurza stopa! Chyba tylko moje własne imię jest rzeczą niezmienną w ciągu ostatnich dni! 🙈

Po lądowaniu miła niespodzianka – zostajemy jednak na jedną noc  👏👏👏👏👏

Zatem hotel, szybkie śniadanie, dla pierwszej oficerki kilka minut drzemki, dla mnie chwila na napisanie raportu i zaległych maili i wyruszamy na zwiedzanie! Z racji, że zatrzymaliśmy się w hotelu niedaleko lotniska, a do stolicy Meksyku były prawie dwie godziny jazdy, na recepcji polecili nam miasteczko Metepec, słynne z ceramicznych wyrobów ręcznych, ozdobnych i rytualnych. Wielu mieszkańców może się poszczycić osiągnięciami w konkursach ceramicznych na skale międzynarodową, a samo miasto jest organizatorem corocznego konkursu tego typu. Poza tym cicha mieścina z latynoskim klimatem, właśnie tego szukałam 😍

Szwędałyśmy się po małych uliczkach z licznymi sklepikami i galeriami, cykając fotki i wdając w liczne rozmowy z zaciekawionymi mieszkańcami – dałyśmy radę z naszymi dwoma kulejącymi hiszpańskimi 😂, a w małych przerwach rzucałyśmy się na stragany z ulicznym jedzeniem, tzw. antojitos (w wolnym tłumaczeniu małe przekąski). Pilotka kocha meksykańską kuchnię a ja uwielbiam eksperymentować... chociaż są granice, robale nie tyle nie przeszły mi przez gardło, ile w ogóle nie mogłam ich dotknąć 😝

Po kilku godzinach błąkania po mieście, kiedy każdy zakątek znałyśmy już na pamięć, a brak porządnego snu od wylotu z Bahamów zaczął dawać się we znaki, usiadłyśmy w restauracji na konkretny obiad. Plan był taki, żeby wykorzystać cały dzień, wrócić trochę później do hotelu i spać do samego wylotu następnego dnia. Krótko po zamówieniu jedzenia, przychodzi wiadomość od pilota: „Lecimy do Zurychu, zbiórka o 20”. Toż to jakiś żart! Mamy cztery godziny 🙈🙈🙈🙈🙈🙈🙈🙈🙈🙈🙈 Pochłonęłyśmy jedzenie w mega szybkim tempie i wskoczyły do taxi. Nawet nie wzięłyśmy prysznica po poprzednim locie, a tutaj już trzeba się szykować na kolejny 😱

Takie życie cabin crew 😂😂😂😂😂😂

Wejście do prywatnego terminala na lotnisku Toluca...

... gdzie klientów wita polski szybowiec 😀

Widok na Metepec

Capilla del Calvario...

... i jego wnętrze

Rynek z fontanną

Lokalne targowisko...

... na którym poróbowałam to bóstwo - tortille z niebieskiej kukurydzy 😋





Cebada - tradycyjny napój z jęczmienia, cukru i cynamonu. Wygląda średnio, ale smakuje nieziemsko!

Czaszki i kościotrupy - nieodłączny element meksykańskiej kultury

Insectos 😀  myślałam, że się przełamię, ale nic z tego!

Czy wyglądamy, jakbyśmy nie spały od kilkudziesięciu godzin? 😅

Jak wylądujecie w Meksyku, uważajcie na swoje kosmetyki – wybuchają przy otwieraniu, a to dlatego, że miasto leży na wysokości 2240 m n.p.m. Pewnie dlatego też bez przerwy bolała mnie głowa, a brak snu wcale tego nie ułatwiał. 

Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga