28 czerwca 2017

Boliwijskie linie lotnicze

Mamy taką dawkę emocji i doświadczenia każdego dnia, że naprawdę ciężko jest znaleźć chwilę na pisanie. Zanim znajdę czas na konkretnego posta z naszej wyprawy po Boliwii, szybko się dzielę doświadczeniem z dzisiejszego lotu 👍

Mimo, iż mieliśmy ogólny zarys wyprawy i wiedzieliśmy, gdzie mniej więcej będziemy każdego dnia, plany trzeba było zmienić przez niespodziewane wydarzenia. W związku z tym znaleźliśmy się dzisiaj na pokładzie boliwijskich linii lotniczych BoA – Boliviana de Aviacion pomiędzy La Paz i Sucre.






Z geografii pewnie pamiętacie, że wraz ze wzrostem wysokości, maleje gęstość powietrza, a ta z kolei ma kolosalne znaczenie w lotnictwie, bo wpływa na pracę silników i aerodynamikę samolotu. W częściach świata, gdzie lotniska znajdują się na dużej wysokości, samoloty wymagają dłuższych pasów startowych. El Alto w La Paz położone jest na wysokości ponad 4000 m n.p.m. – samolot oderwał się od ziemi po dobrej minucie rozbiegu 🙈










Teraz do tych, co już latają, a swoją coroczną licencję odnawiają w tzw. mock-up, czyli makiecie samolotu. Dzisiejsze doświadczenie było niczym lot mock-upem! 😂 Nawet pachniał starocią, jak większość samolotów, na których zdawałam egzaminy z ewakuacji w wielu centrach egzaminacyjnych na świecie 🙊



Boliwijska stewardessa



Torebkę wzięłam na pamiątkę 😂



Samolot był dość pusty, a martwiliśmy się, że będą problemy z biletami w ostatniej chwili



- Zgadnij co to? Było w toalecie – zapytałam Francuzika, pokazując mu zdjęcie
- To jest zawór odcinający wodę, w razie kiedy…
- Nie, spłuczka 😂


Aha! Zepsuł, niech naprawia! 😜


- O szit, ten samolot ma problem – z powagą na twarzy stwierdził Francuzik – widzisz ten zaciek na skrzydle?
- Czy to coś SERIO poważnego?? – próbowałam potwierdzić jego obawy, bo mina mówiła sama za siebie (nie radzę Wam latać z mechanikiem lotniczym, czasem lepiej żyć w niewiedzy! 😳)
- Będzie dobrze…


Sam lot trwał niecałą godzinę i dostaliśmy nawet po malusieńkiej kanapce z napojem. Brakowało tylko uśmiechu na twarzach cabin crew, ale tłumaczę to złym dniem – nie każdy ma ściemnianie grzeczności opanowane do perfekcji 😜, a swoją drogą, na trasie La Paz - Sucre serio mało się dzieje.




- Ja pi**cze, widzisz tam na skrzydle? Nie ma śrubki! – w połowie lotu znowu wypalił mój sfiksowany mechaniką samolotową partner
- Ej!!! No jak to??? To już chyba źle??
- No skoro jest dziura, to powinna być i śrubka…

Do samego lądowania obserwowałam skrzydło, bo szczerze, mam już po sufit niespodziewanych akcji na tym wypadzie 😩🙈😂



Wylądowaliśmy bezpiecznie. Byliśmy jedynym samolotem na lotnisku w Sucre 😊💕






19 czerwca 2017

Ucieczka w nieznane

Już niebawem powrócę ze zdjęciami!

Tymczasem...



Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie

Co robią miłośnicy lotnictwa w dni wolne?? Uderzają do lotniczego muzeum 😂

Wpadliśmy z Francuzikiem na weekend do Krakowa, żeby zaliczyć pierwszy z kilku festiwali na naszej tegorocznej liście (mega impreza, tak na marginesie 😍). Hotel, który przypadkowo zarezerwowaliśmy, znajdował się niedaleko Muzeum Lotnictwa Polskiego. Postanowiliśmy go zatem obczaić w dzień wolny pomiędzy koncertami.

Muzeum istnieje od 1964 roku i znajduje się na terenie byłego lotniska wojskowego Rakowice-Czyżyny. Świetna miejscówka dla tych, którzy interesują się lotnictwem z okresu wojennego, bo większość eksponatów i wystaw tematycznych, związanych jest właśnie z tymi czasami 👍

Kilka historycznych perełek…


Samolot Grupy Akrobacyjnej - Żelazny


Mięśniolot-wiropłat - wykonany na początku lat 70-tych przez Mikołaja Surmanowicza, którym niestety nigdy nie udało się wykonać pełnego lotu










JAK-40


Wnętrze Antonova


MIG-29


Francuzik w swoim żywiole 😍 - szybka lekcja z podstaw silnika 




12 czerwca 2017

Popchnięta do granic możliwości

Dziewiąty dzień latania pod rząd i dziesięć lotów później myślałam, że w końcu dostanę dzień w Europie na zregenerowanie sił 🙏 Samolot miały przejąć następnego dnia dwie inne znajome, na lot powrotny do Kalifornii. Niestety! Z racji, że przewidywano 13-osobową grupę pasażerów (piłkarz jednego z europejskich klubów z całą rodzinką), na pokładzie nie byłoby miejsca dla dwóch dziewczyn. Przypadło mi zatem wrócić do miejsca, z którego właśnie przylecieliśmy 😩😩😩

Czułam, że to nie będzie łatwy lot. Od samego rana wszystko było przeciwko nam. Na samym locie, mimo iż pasażerowie byli dość zabawni i uprzejmi, dali mi w kość, pochłaniali wszystko jak odkurzacze. Jeszcze nigdy nie wylądowałam z tak pustym samolotem 😱 Dla nich to był początek zarąbistych wakacji, więc oczywiście głównym zadaniem było podtrzymanie ich humorów, dla mnie to był wysiłek na 200% 😰

- Siemnako! Jak tam? Jak ci minął dzień? – zapytał kierowca taksówki, jak tylko weszłam do samochodu
- No nie za bardzo… - gryzłam się w język i wyginałam palce, żeby nie zacząć ryczeć, bo już pierwszą falę zaliczyłam zaraz po opuszczeniu samolotu
- No widzę, wyglądasz, jakbyś miała się zaraz poryczeć – „delikatnie” skomentował
- 😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭 - effect kumulacji zmęczenia po ostatnich lotach

Ogarnęłam się dopiero jakąś godzinę później, już w hotelu.
Ktoś z Was był kiedyś tak zmęczony, że nie potrafił opanować swojego ciała i emocji?
Nikomu nie życzę! 🙈


I myślałam, że to na tej rotacji pokonałam wszystkie osobiste rekordy, a jednak nie. To podczas 3-tygodniowej rotacji w marcu okrążyłam kulę ziemską dwukrotnie!! Najwyraźniej wtedy musiały to być długie loty, a w tym miesiącu po prostu częste... ZA CZĘSTE!

W marcu zrobiłam 23 loty i pokonałam dokładnie  84 861 km



Jet Lag?? Mój zegar biologiczny stanął w miejscu, bo już sam oszalał i nie wiedział, jak się zsynchronizować



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...