Związek w lotnictwie? ... poproszę

stycznia 17, 2018



Źródło: Kelly Kincaid




Obrazek ten zawiera dwie prawdy o naszym stewardesowym życiu prywatnym…


#1 Utrzymanie stałego związku rzeczywiście wymaga ogromnych zapasów cierpliwości, zaparcia i poświęcenia

Częste wyjazdy i nieregularny tryb pracy wcale nie ułatwiają nam zadania. Kiedy inne pary z wielkim fizycznym zaangażowaniem wspólnie przeżywają nowe doświadczenia, nam dość często pozostają łącza i ekran komunikatora (frustrujące, kiedy technologia zawodzi! 😡). Inną przeszkodą w utrzymaniu stałego związku jest brak zrozumienia dla naszego zawodu. Nie dlatego, że partner nie wykazuje chęci, ale dlatego, że praca ta należy do tego typu „nie doświadczyłeś, nie zrozumiesz”. Kiedyś w trochę żartobliwy sposób pisałam o tym, jakie powinien spełniać warunki idealny partner dla cabin crew. Mimo, iż z przymrużeniem oka, małe ziarenko prawdy z pewnością w tym tkwi. Lista ta mogłaby być spokojnie wydłużona, bowiem każdy z nas znajduje się w innej relacji i niesie ze sobą inny bagaż doświadczeń.



#2 Tam, gdzie jest silna wola, sposób zawsze się znajdzie!

Słyszeliście o parach, które zasypiają „przy sobie” za pomocą Skype’a?
Czasem wystarczy świadomość tego, że mimo odległości, nasz partner „jest obok” 😍

O parach, w których jedno podąża za swoim pracującym partnerem bez względu na to, gdzie jest miejsce docelowe?
Połączenie praktycznego z pożytecznym 😉

O parach, w których partner posiada listę hoteli swojej latającej połówki i wysyła bezokazyjnie kwiaty, aby te na nią czekały w pokoju po długim dniu pracy?
Szczyt romantyzmu 💖

O tych, co ostatecznie rzucają dla związku pracę w chmurach?
Niemożliwe? … kiedyś też tak myślałam 😳

...
...
...  dodaj swoje


Na początku naszego związku, kiedy Francuzikowi było (jeszcze 😜) ciężko znieść rozłąkę, wpadłam pewnego dnia na pomysł. Przed kolejnym wyjazdem na rotację, ukryłam w różnych miejscach w całym domu dwadzieścia serc, wyciętych z papieru. Pięć z nich znalazłam jeszcze po powrocie 🙈 Nie chodziło mi jednak o to, żeby znalazł wszystkie. Liczyłam na to, że może trafi na jakieś, w momencie, kiedy będzie mnie najbardziej potrzebować. Kiedy dotknie tego emocjonalnego dna i zacznie wątpić we własne siły.

To był taki backup mojej osoby w domu 😊




                 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Podobno wpadłam mu w oko od pierwszego pojawienia się na pokładzie 😅
Byłam inna – jak to dość często powtarza. Profesjonalna, aktywna, jako jedna z nielicznych nie flirtowałam z nim, potrafiłam poprosić o śrubokręt, żeby samej coś naprawić na pokładzie i traktowałam sam samolot jak własne dziecko. To go kręciło.

Ja z kolei mało pamiętam zainteresowanie jego osobą. Dużo nas dzieliło. Miałam wrażenie, że jesteśmy na totalnie innych poziomach emocjonalnych i społecznych (?) Poruszał się jak mucha w smole (czytaj: systematycznie jak inżynier), co doprowadzało mnie do szewskiej pasji 😤 Nie lubił piwa, a z podróżniczych eskapad wspominał tylko zorganizowaną przez biuro Kenię.

- Trzeba zorganizować dziś po lądowaniu jakieś wyjście na kolację, piszesz się? – po raz pierwszy, odkąd się znamy, przesłał w moim kierunku spontaniczną, niewymuszoną, niezwiązaną z pracą informację. Wewnątrz wyszły mi gały! 😳
- Można pomyśleć. Zapytam, kto ma ochotę wyjść, w końcu lot był męczący i wszyscy padamy na gębę… – nie chciałam gasić jego entuzjazmu, zatem odpowiedziałam praktycznie, kombinując jednocześnie w głowie kogo jeszcze namówić, bo właściwie sama mam ochotę wyjść (uwielbiam Kalifornię!!), ale nie chcę być tylko z nim. To byłby wieczór z monologiem mojego wykonania w roli głównej.

Kilka godzin później siedzieliśmy w knajpce przy plaży w Venice Beach z jeszcze jedną znajomą, którą (o dziwo i całkiem nieświadomie !!! ) zaczęliśmy w pewnym momencie totalnie ignorować, zaabsorbowani własną rozmową. 

Dałam mu w końcu szansę wygadać się...



Dzisiaj mijają trzy lata od pamiętnej kolacji - żadne z nas jeszcze nie żałowało tej decyzji 😜





Przeczytaj również

0 komentarze

Archiwum

Obserwuj bloga