Słowniczek cabin crew

Muszę się przyznać do małej, paskudnej pomyłki w ocenie innej osoby...
W mojej pierwszej pracy na obczyźnie poznałam całkiem sympatyczna, aczkolwiek bardzo irytującą Polkę. Każdy trzeci wyraz w swojej wypowiedzi zastępowała angielskimi odpowiednikami. Zero tolerancji dla rodaka zapominającego własny język! 😑 Hmmm... powinniście widzieć teraz zniesmaczone miny moich znajomych czy rodziny, kiedy opowiadam o swoim dniu. Nigdy bym nie przypuszczała, że pewnego dnia będę mieć problem z wysławianiem się w języku ojczystym.

Na czym polega problem? Przemysł lotniczy, podobnie jak wiele innych zawodów czy dziedzin życia, ma swoje charakterystyczne słownictwo. Zadanie jest jeszcze bardziej utrudnione, gdy zagadnienia techniczne zostały opanowane w języku obcym, a tłumaczenie we własnym nie oddaje tej samej idei. Poniżej zamieszczam kilka ważniejszych zwrotów, którymi operujemy nie tylko w świecie, ale i między nami rodakami 😂

Cabin Crew – flight attendant czy air hostess, to jedyne określenia naszego zawodu, z którymi się spotykam. W Polsce chyba używa się jedynie stewardessy, tak? Cześć! Jestem z załogi pokładowej (?!)

Trip – dni, które spędzamy na wyjeździe

Leg – jeden lot, np. z Londynu do Tokio

Pax – to każda osoba na pokładzie bez uniformu 😁

Jumpseat – siedzonko cabin crew, to tam, skąd wszystkich obserwujemy podczas startowania i lądowania

Galley – nasza pokładowa kuchnia, w której się chowamy przed pasażerami, jemy własny posiłek, plotkujemy, przeglądamy magazyny, marzymy o wakacjach, prostujemy nogi, poprawiamy makijaż, a w najgorszym wypadku przygotowujemy jedzenie dla pasażerów i zajmujemy się tymi, co mdleją

Crew bunk – z dość wygodnymi łóżkami, znajduje się nad Waszymi głowami (w zależności od typu samolotu oczywiście, nie pytajcie o niego naszych znajomych w Ryanair, oni może nawet nie wiedzą, co to jest 😥), to tam odpływamy do krainy wiecznego szczęścia na mniej więcej dwie godziny

Kokpit – to oczywiście tam, gdzie siedzą nasi panowie i mam nadzieje, że wiedzą, co robią! Pamiętam, jak podczas treningu kumpel chciał mnie wystraszyć na jednym locie. Zadzwonił więc do mnie, udając pilota i poprosił o podwójne whisky. Ja z bananem na twarzy wzięłam się za przygotowywanie drina, a on później z opadnięta koparą i bladą twarzą zatrzymał mnie krótko przed wejściem do kokpitu... don't mess with me!

Standby – wtedy, gdy siedzimy na walizkach w domu pod telefonem i modlimy się, żeby wszyscy, którzy mają się pojawić na lot, byli w biurze, bo my mamy imprezę wieczorem i nie ma szans, że znowu nas ominie dobra zabawa. Także sposób w jaki podróżujemy, używając zniżki z firmy na bilety. Dostajemy się na lot wyłącznie wtedy, kiedy jest wolne miejsce – niektórzy z nas próbowali tak cały tydzień 😖

Infant – mój osobisty koszmar... papka marchewkowa na siedzeniach, wrzask przy starcie i lądowaniu, błogi zapach zużytego pampersa w każdej toalecie... tak, to bobasek

Wheelchair – osoba, która wymaga dodatkowej pomocy podczas wchodzenia na pokład czy przemieszczania się w kabinie

Unruly – ktoś, kogo nikt nigdy nie chce mieć na pokładzie i to nie tylko my, ale i pasażerowie. Dość szeroki zakres obejmujący wszystko od niewyłączenia telefonu na prośbę cabin crew, poprzez hałasowanie i wyzywanie, do aktów przemocy, będące efektem działania alkoholu czy upośledzenia emocjonalnego. Wtedy prawo pozwala nam użyć loops (plastikowe kajdanki), a delikwenta osobiście po wylądowaniu wita pan mundurowy

Demo (lub Safety Demo) – bez tego nie ma szans, żeby samolot odleciał! Sposób jego przedstawienia zależy jednak od wyposażenia samolotu. Z reguły na pokładach tych mniejszych, które latają lokalnie, demo jest wykonywane raczej przez załogę. Tak, to jest to machanie rączkami i maską tlenową 😍 Pasażerowie samolotów na dłuższych trasach mają swoje indywidualne ekraniki, na których przed startem emitowany jest krótki filmik dotyczący właśnie podstaw bezpieczeństwa na pokładzie

PA (Public Announcement) – wykonywane jest przez pilota, kiedy informuje pasażerów nad czym przelatują, z jaką szybkością, ile jest stopni w miejscu docelowym i o której dolecą, a przez cabin crew dosłownie co chwilę (patrz: Ryanair) – witamy na pokładzie, nazywamy się..., zaczynamy serwis kanapek..., zabaw się w zdrapki..., kup perfum..., kup coś jeszcze przed lądowaniem..., posprzątaj po sobie...itd.

Deadhead - jesteśmy "martwą głową" na pokładzie, kiedy firma nas nie potrzebuje w uniformie na locie. Od czasu do czasu dobrze jest pokonać trasę z Azji do Europy, oglądając ostatnie nowości kinowe i popijając szampana, chociaż nawet ten prawie idealny aspekt naszej pracy ma mega minusy...

Ditching -  idealny dzień, żeby wyładować wszelkie osobiste frustracje! Ogólnie im głośniej krzyczysz, tym lepszy wynik osiągasz. To nasz coroczny egzamin z ewakuacji. Za każdym razem obiecujemy sobie, że to również nasz ostatni.
Także lądowanie na wodzie.

Boarding - kiedy nasze owieczki wchodzą na pokład. Nie ma nic bardziej irytującego niż pasażer, który tarasuje przejście pozostałym, wyciągając z bagażu książkę, wodę, iPoda, kosmetyczkę, batona, stopery, maskę na oczy, dmuchany zagłówek, rower, loDÓWKĘ, SAMOCHÓD! pomagasz mu włożyć bagaż do schowka (ciągle z uśmiechem na twarzy!), on siada, organizuje swój mały kącik na 12 godzin i za chwilę znowu wstaje po torbę, bo zapomniał wyłączyć telefon, oczywiście mija kolejne dziesięć minut zanim go znajdzie...grrrrrr

Call Bell - ten mały przycisk z ikonką pani. Im mniej się go przyciska, tym przyjemniejszy lot 😁

Duty - jest różnie traktowane... dla jednych to okres od podpisania listy w biurze do opuszczenia samolotu, dla innych trwa od założenia uniformu do jego ściągnięcia

Crew Room - wyposażony w telewizor, wygodne kanapy, maszyny z kawą, szklanki do wina, maszynę z lodem. Zawsze pełen ludzi i pozytywnych wibracji. To oaza spokoju dla załogi z różnych stron świata.

Diversion - zawracamy na jakieś odludzie z pasem startowym i lasem dookoła, albo do innego miasta po drodze, bo sytuacja na pokładzie wymaga natychmiastowego lądowania, zdecydowanie miesza plany na resztę dnia i szarga nerwy... dlatego należy stosować się do zasad najbardziej jak można 😉

SEP - (czyt.: esipi), skrót od Safety and Emergency Procedures, to dziedzina zajmująca się schematami postępowań w razie awaryjnego lądowania, jak również wszelkimi aspektami bezpiecznej obsługi lotów. Egzamin z SEP jest konieczny raz w roku dla odnowienia licencji.

Turnaround - krótki trip tam i z powrotem

Layover -  trip z przynajmniej jedną nocą poza bazą

Purser - niby nic nie robi, bo ma pod sobą ludzi, ale jak sytuacje wychodzą spod kontroli wtedy wkracza do akcji... główny członek załogi odpowiedzialny za lot

ETA - szacowany czas przylotu (estimated time of arrival), pilot, który informuje nas o wcześniejszym ETA, dostaje buziaka od każdej stewardessy (taaa! chciałby 😏)

STA - planowany czas przylotu (scheduled time of arrival), to ten oficjalny podawany w rozkładzie lotów

Roster - wszyscy z niecierpliwością czekają na jego publikację, bo od niego tak naprawdę zależy nasza egzystencja każdego miesiąca

Manual - kilkuset stronicowa kniga (w tych czasach to już praktycznie bardziej powszechna wersja PDF) z całą wiedzą potrzebną do wykonywania tego zawodu.

Lead Flight Attendant (LFA) - w prywatnych liniach, to ta biedaczka, która ma zaszczyt wszystkim dowodzić. Nasza kierowniczka ✋



                                                                                                                        c.d.n.




Archiwum

Obserwuj bloga